wtorek, 11 września 2018

Po prostu super

Witam Was,
Czujecie już jesień? Ja już chyba tak, bo coś tam podziałałam i w końcu naładowałam baterie w aparacie. No i oto jestem.
Znowu miałam przerwę, wiem. Jednak wiosną i latem omijałam komputer w domu szerokim łukiem, a w pracy... wiadomo obowiązki itp,itd. Poza tym REMONT! Czy muszę coś dodawać?
Niestety nie były to zmiany w pokojach w sensie kolorów ścian, dekoratorskich nowości, a raczej rewolucja w postaci wymiany rurek i rureczek wszelkiej maści.
Zaczęło się całkiem niewinnie, mieliśmy dosyć już pieca śmieciucha i zapragnęliśmy nie biegać pięć razy dziennie do piwnicy i przeżywać powrotów do zimnego domu.
Zamarzył się nam nowy piec,to kupiliśmy na ekogroszek i pelet, taki super.
Potem pomyśleliśmy, że dobrze byłoby założyć nowe kaloryfery we wszystkich pomieszczeniach, kupiliśmy kaloryfery, też super.
No tak, ale na przykład w ganku i spiżarni zimą wiatr hulał, a w górnej łazience nikt wcześniej nawet nie myślał o przyłączeniu czegokolwiek do grzania, zatem postanowiliśmy wymienić wszystkie rury.
Potem okazało się, że w dolnej łazience kaloryfer wisiał w złym miejscu, no  to trzeba było go przewiesić. Przewiesiliśmy, jeszcze bardziej super.
Tylko tym razem toaleta się nie mieściła w starym miejscu, no to kupiliśmy nową i zamontowaliśmy w nowym miejscu.
Czuliśmy się finansowo coraz bardziej super, dlatego pomyśleliśmy sobie, na razie wstawimy starą wannę i będzie .... super.
Okazało się jednak, że wanna przy nowej toalecie już się nie zmieści. ........
Co dalej?
Po prostu super, dodatkowo wymieniliśmy całą sieć wodną, kanalizację, podłączenie gazu, przenieślismy do piwnicy piecyk gazowy, i ..... zrobilismy remont dolnej łazienki.
A na początku miał być tylko sam piec i miało być super.
Też tak macie?
Wszelkie nadzieje na wyjazd na urlop pożarły faktury ze sklepów budowlanych,  każda chwila mojego męża to kucie ścian, podłóg i siedzenie w łazience o wymiarach metr na dwa. Ja natomast ratowałam się pracą w ogrodzie i na tarasie, żeby nie zwariować.
Pytani o  urlop żartowalismy, że ja spędziłam je na wsi, a mąż nad wodą :-)
Kłamię, jeszcze byłam w stolarni, bo wiecie, że poprzedni właściciel był stolarzem i w budynku gospodarczym mam jeszcze piły, deski i inne bajery, łacznie z bałaganem naturalnie.
Dlatego pokażę wam, co zrobiłam z moim mężem dnia pewnego. Koszt imprezy? 35zł, tyle co tablica na allegro.
Zresztą zobaczcie same.


Wyglądało to tak. Po lewej widzicie wnękę z paskudnymi licznikami. Musiałam coś zrobić.



Ze starych desek i kantówek mój Cierpliwy zrobił ramę, do której przymocowaliśmy kupioną wcześniej tablicę.



Trochę farby i wosku, żeby ujednolicić zestaw, dwa zawiasy, magnesy i proszę...




Liczniki już nie straszą, a wejście do kuchni zaprasza.



Dałyście radę? Podziwiam. Obiecuję, że się postaram.
Pokaże Wam następnym razem, co powstało w stolarni  z tego ....

W dodatku  od początku do końca sama, samiuteńka to wykonałam, mąż pomógł mi tylko otworzyć lakier w sprayu :-)
Do zobaczenia zatem.
buziaki. papa.

niedziela, 18 lutego 2018

najlepszy chodnik do ganku

witam,
Też czujecie już wiosnę? Przynajmniej w strefie marzeń? Też już szukacie gałązek na podwórku i wstawiacie do wody, żeby w końcu było coś zielonego?
U mnie w domu trochę szpitalowo ostatnio, dziecię przeziębione, mąż na zwolnieniu, a ja w tym wszystkim staram się przekonac mój kręgosłup, że mnie nie boli, bo ktoś musi dostarczać do domu żywość, prawda?
Dlatego, zanim i mnie połamie ( a mam  nadzieję, że nie) chciałabym spróbować opowiedzieć o moich próbach chodnikowych w ganku.
Wiadomo, miejsce arcytrudne, jeśli chodzi o utrzymanie czystości. Zwłaszcza, jeśli jest chlapa na zewnątrz, a podłogi zachciało się jasnej.
Moje próby sprzątania ganku kończyły się na bieganiu ze szmatką po każdym przyjściu z zewnątrz. Postanowiłam więc przetestować chodniki.
Wnioski?
Bawełniane - szybko się brudzą, ale można je prać, często!
Tkane na płasko, dłużej dadzą radę, ale i tak po tygodniu wyglądają słabo.
Na koniec chodnik, który moim zdaniem jest najlepszy, wynalazek chemików zapewne, czyli tworzywo sztuczne! 100% polipropylenu! No cóż, może nie jest to zbyt ekologiczne rozwiązanie, ale mogę zapewnić, że bardzo trwałe i będzie nam służyć na długie lata.



Mniej więcej rok temu kupiłam w dyskoncie za 30 zł, pierwotnie miał leżeć na tarasie, ale same deski były tak ładne, że nie chciałam ich ostatecznie zakrywać.
I tak sobie leżał zwinięty w kaciku, aż postanowiłam wypróbować, jak się sprawdzi w ganku.
I..... rewelacja!
Nie brudzi się, nie zmienia koloru, można wypłukać w wannie, powiesić, aż woda ścieknie, i za pół godzinki jest gotowy do ponownego użycia. Błoto z butów, które na nim zostaje szybko wysycha i wystarczy tylko odkurzyć. 


Tak wygląda po półrocznym użytkowaniu, a przecież kolory są jasne.

Ogólnie lubię teraz wchodzic do domu,  jeszcze do niedawna wystrój świąteczny.


Kilka dni temu znalazłam program do tworzenia chmury ze słów. Powstało w końcu coś, co mogę wstawić do ramki z serii "0 zł", którą znalazłam w piwnicy. Drewno było w stanie surowym, trochę zabrudzone, dlatego odswieżyłam ją papierem ściernym i pobieliłam woskiem do drewna.


Jeśli jeszcze nie znalazłyście dobrego programu do tworzenia  chmur, to może zajrzyjcie tutaj .
 Jeśli chcecie, możecie skorzystać z mojego projektu.

 Będę już zmykać, ale pokaże wam zajawkę następnego wpisu.


Tymczasem pozdrawiam was serdecznie i do zobaczenia.