Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zakupy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zakupy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 listopada 2014

Siły wróciły...

Tak, wiem, wiem, nawet moje tłumaczenie nie jest oryginalne, czyli brak czasu itd, itp.
Dlatego nie tłumaczę się, tylko powiem, co nowego...
Nowe chęci są, czy siły ? Oj, ja już dzisiaj jestem gotowa na weekend, czyli to akurat bez zmian, niestety.
Nowe podróże? Raczej nie planuję, chociaż znając mnie za miesiąc, dwa zacznę się kręcić i znowu planować. Lubię podróżować, ale najbardziej lubię być już w domu i wprowadzać w życie to, co wymyśliłam w trakcie podróży, najbardziej mnie inspirują małe widoki, architektura, wnętrza i sklepiki w nadmorskich miejscowościach, więc, kto wie?
Nowe marzenia? Naturalnie, że mnóstwo, najważniejszym stary dom do remontu, ale to się nie zmienia od 10 lat, ale może i to kiedys się spełni.
Nowe umiejętności? Zakupione zostały nożyce do blachy, pomysły czekają w kolejce, to może czegoś nowego się nauczę .
Zmiany w domu? Oj tak, może już nie takie radykalne, czyli na razie remonty zostały zawieszone, ale drobne zmiany są, o jednej z nich już dzisiaj.
Plany? Już w tym tygodniu mam zamiar w końcu uskutecznić moje Candy, a co?
Ale od początku...
Kupiłam batyst, już dawno, miał znaleźć swoje miejsce w sypialni, ale był  na zasłony za cienki, a na firanki za gęsty. Leżał, aż w końcu uszyłam bratu na nowy dom rolety rzymskie, jednak materiał pozostał, uszyłam więc zazdrostkę do kuchni siostry, materiał jednak został, no to uszyłam sobie firankę i zazdrostki do kuchni i wyobraźcie, że materiału jeszcze zostało... :-)
Rolety, zazdrostka już są na oknach , zdjęć nie zrobiłam, pokaże więc Wam chociaż moje...













Przy okazji pochwale się moją nową lampą w kuchni, która niedawno kupiłam w Ikei.



 Śliczna, prawda?



 Subtelne drobiazgi, które przekonały mnie do zakupu.



A to najważniejszy mój zakup :-) :-) Na razie uczę się jej, ale jak na nią patrzę to za każdym razem się cieszę, "babie do szczęścia niewiele potrzeba, nie? "





 Na pierwszy ogień poszły poduszki uszyte ze ścierek kupionych w biedronce ;-)








Trochę koloru nie zaszkodzi :-)

A co u Was? Zaglądajcie do mnie pod koniec tygodnia, może spodoba się Wam moje candy.
Ściskam ciepło i papa. 

niedziela, 3 sierpnia 2014

jestem gotowa... i metamorfoza sypialni

Do czego? Do powrotu naturalnie.
Trochę to trwało, z różnych przyczyn, całe szczęście niezbyt poważnych, ale w takiej ilości, że musiałam odpocząć.
Minęło w końcu pół roku, prawda? Szczerze mówiąc zastanawiałam się, czy nie dać sobie spokój, nawet sama już do siebie nie zaglądałam. Aż  pewnego dnia zalogowałam się i odkryłam, że codziennie ktoś do mnie zagląda, a niektórzy częściej niż ja sama! Szok! Czegoś takiego nie mogłam tak sobie zignorować, prawda?
Nie było mnie, co się wydarzyło u mnie? Niewiele właściwie, praca, sporo podróżowania, rodzina, ogródek, życie.
Nie oznacza to jednak, że nie "tworzyłam", jednak większość rzeczy oddawałam znajomym nie robiąc nawet zdjęć.
Z moich większych poczynań- zrobiłam remont sypialni, z wielkim udziałem mojego męża. :-). Jednak ze zdjęciami też się wstrzymywałam, bo zawsze wydawało mie się, że jeszcze nie ma co pokazywać, bo przecież nie skończyłam wszystkiego.
Dzisiaj mogę powiedzieć, że zostały mi jeszcze drobiazgi, dlatego dziękując zwłaszcza tym z Was, które zaglądały do mnie mimo zimowego klimatu na blogu, pokażę efekt przemian w całości. Naturalnie poprzednia wersja sypialni nie była zła. Może pamiętacie drzewo nad łóżkiem, którym się kiedyś chwaliłam? Jednak już dawno wyrosłam ze ścian kremowo-żółtych. W dodatku marzyłam już o lekkich zasłonach i  firanach. Nie mówiąc już o tym, że będąc uzależniona ( tak już mogę powiedzieć, niestety) od Pinteresta, zawładnął i mną szał na szarości. I tak to i ja mam szarości, co prawda nie jest to paleta barw Benjamin Moore, ale szary jest i już.
Dobrze, koniec pisania, czas na konkrety.

zatem, co się zmieniło...

Na ścianie nad łóżkiem położyliśmy kilka pasm tapety. Zawiesiliśmy nowe kinkiety.





Znalazłam w Ikei fajne materiały, z których uszyłam wczoraj poduszki. 






Wystrój okien to największe wyzwanie. Materiały kupiłam na allegro, beżowy jest dosyć cienki i lekko metalizującą poświatą, był taniutki 10 zł za metr, mogłam zatem zaryzykować samodzielne uszycie...


Samodzielnie uszyłam rolety rzymskie, zajęło mi to cały dzień, ale byłam bardzo z siebie dumna. mechanizm do rolet kupiłam w necie. 




 Zasłony i firany pomogła mi szyć mama. Użyłyśmy do tego taśmę flamandzką, świetnie się marszczy. jednak te z was, które zechcą uszyć podobne,  niech pamiętają, że zużycie materiału jest 2:1, czyli materiału musi być przynajmniej dwa razy więcej niż okno, które chcemy zasłonić.



Podoba mi się bardzo połączenie tiulu i płótna.


 A to moje rolety, fajne, prawda? :-)




 Małe dodatki...








 Ramki i obrazki wiadomo skąd, swoje miejsce znalazła w końcu też  biała komódka.





 Przemalowałam komódkę na drobiazgi...





 A to jeszcze raz moje podusie...






  

Górne światło dopasowane do kinkietów.



No i obudowa na kaloryfer, kupiliśmy drzwi diagonalne, przemalowaliśmy na biało i gotowe.



 Lampiony już się zadomowiły na dobre.



I jak Wam się podoba?
Miłego wieczoru :-)

środa, 4 grudnia 2013

skrzaty dwa

witam,
jak mijają Wam grudniowe dni? Ja dopiero wróciłam z Bremen, stwierdziłam, że po świątecznym szaleństwie, jakie tam panuje, to właściwie tak się nasyciłam atmosferą bożonarodzeniową, że muszę chwilkę odpocząć, żeby chcieć znowu biegać po domu ze światełkami i bombkami...
...wytrzymałam dwa dni :-)

Cóż mogę powiedzieć o mojej podróży? Może to, że mimo całej komercyjnej otoczki to i tak Niemcy potrafią świetnie zaczarować świątecznie, przepiękne karuzele z Mikołajem i reniferami, przepyszne grzane wino z wiśniowym sokiem, pączuszki pieczone przy kliencie, lizaki wielkie jak głowa, kolorowe stoiska, które wyglądały jak chatki z Jasia i Małgosi, wreszcie choinka wielka tak, że przy niej czułam się jak krasnal. Tak, to mnie oczarowało, oj tak...

Sklepy, hm, wszystkie moje marzenia zakupowe w jednym miejscu, szok, wydałam fortunę, fortunę!!! A i tak ciągle miałam wrażenie, że zarówno materiały, lampiony, jak i inne cacuszka są tańsze niż u nas. No i dlatego euro z portfela płynęło wesoło, aż studnia wyschła i wróciłam do domu... nie żałuję jednak, bo inspiracji mam na kilka lat, a jak...


Wróciłam do domu, wyspałam się i mimo, że w pracy zaległości mam mnóstwo, to i tak zaczęło mnie nosić...
Dlatego musiałam coś zrobić, musiałam i już! Postanowiłam skończyć moje skrzaty, przy okazji chwalę się kilkoma drobiazgami, które sobie kupiłam...



Do wykonania skrzatów wykorzystałam rysunek z Pinterestu,  trochę tkaniny podklejonej fizeliną, pomponiki, koraliki i tasiemka, a reszta to ręczne szycie, nie było sensu wyciągać maszyny na takie maleństwa...


Tasiemka w gwiazdki świeżo przywieziona :-)










 Nie chcecie znać ceny tego pudełeczka, skandalicznie niska ;-)




Foremki czekają na trzy super babki, które na pewno zrobią przy ich pomocy coś pysznego :-)
W weekend mam zamiar ich sobie nawzajem przedstawić ;-)



 Cudne, prawda?







Kupiłam sobie też świetne materiały, chociaż po kawałeczku, ale o tym może następnym razem.
Tymczasem pozdrawiam i ściskam ciepło. Papa.

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

moja sara jane

witam,
dzisiaj coś związane z piękną pogodą. Już dawno znalazłam ten wzór, tak mi się spodobał, że musiałam go mieć w domu,  ale nie moglam się zdecydować, jaką techniką, jakie kolory itd.
Tak myslałam, myślałam, i nic nie wymyśliłam.

Przedwczoraj postawiłam na "urok chwili" i powstała moja mała dziewczynka.  Trochę materiału, trochę łańcuszka i gotowe.
Dzisiaj dodałam obramowanie z materiału, potem do białej ramki i już mogę się cieszyć :-)
Dodatkowo pochwalę się moimi marinistycznymi zakupami za grosze na wyprzedażach i graciarniach.








































To tyle na dzisiaj, jeszcze tylko pozaglądam do was i uciekam do spania. To był ciężki dzień.
Pozdrawiam i ściskam ciepło. papa.